wtorek, 11 grudnia 2012

Otwartość


Witajcie biedroneczki :)
Dziś chciałam powrócić do tematu otwartości z poprzedniej notki ponieważ to ona dała mi największą siłę już wyjaśniam dlaczego :)
Odkąd dowiedziałam się, że moje ciało zdobią plamy łuszczycy byłam przekonana, że to dotknęło tylko mnie, nikt na pewno na to nie cierpi tylko ja jak zwykle mam jakiegoś pecha, zastanawiałam się dlaczego mnie to spotkało, za jakie grzechy itd. jak to często bywa miałam przeogromne wyrzuty sumienia i pretensje do całego świata, każdy kto był potencjalnie zdrowy stawał się moim wrogiem, bo nie mogłam znieść tego, że ja cierpię a on/ona nie, bo przecież to takie niesprawiedliwe, kolejna choroba u tak młodej dziewczyny, życie robi mi na pewno na złość uwielbia patrzeć jak się męczę. Miałam wtedy wiele czarnych, negatywnych myśli, bardzo dużo czytałam o śmierci i samobójstwach, tak, miałam myśli samobójcze, codziennie płakałam, po prostu nienawidziłam swojego ciała, nie chciałam go, po co mi było ciało które sprawiało mi ból i cierpienie, chciałam umrzeć, ale nigdy tego nie pokazywałam, trzymałam to bardzo głęboko w sobie, przy ludziach starałam się być "radosna" nie chciałam współczucia bo i tak by nie pomogło...
Wszystko zaczęło się zmieniać kiedy zaczęłam się otwierać, jak już pisałam w poprzedniej notce, nie bałam się już o tym mówić, ludzi ciekawiła ta choroba, było mi lżej chociaż jednak jeszcze czegoś mi brakowało, zaczęłam rozmawiać o tym prawie z każdym, chciałam żeby ludzie wiedzieli że nie muszą się niczego bać i że to może dotknąć każdego i powiedzieć muszę szczerze że te rozmowy się bardzo przydały, podczas kilku z nich okazało się że osoba z którą rozmawiam też ma gdzieś jakieś plamy ale nie wiedziała co to, nie szła do lekarza, albo wiedziała ale nic nie pomagało, wtedy zaczęłam się czuć coraz lepiej, zaczęłam zauważać że jest więcej takich osób, może nie takich jak ja bo nie mają całego ciała "zaatakowanego" ale jednak znają ten problem, trochę nawet się cieszyłam że tyle wycierpiałam bo mogłam im coś podpowiedzieć, powiedzieć jakie maści czy szampony są dobre, co pomaga co szkodzi, widziałam wtedy ulgę w ich oczach, żałowałam tylko że przy mnie nikt się taki nie znalazł kiedy mi się świat zawalił...
Teraz kiedy jestem na studiach odnalazłam "bratnią duszę" dziewczyna ma 22 lata a od 13 roku walczy z łuszczycą czyli podobnie do mnie mam 20 a od 12 roku toczyłam bitwy i chyba wygrywam wojnę ale o tym nie teraz :) Ta dziewczyna nawet moja imienniczka również tak jak ja miała wysypane całe ciało, była w tej samej klinice wrocławskiej w której chcieli mnie zatrzymać, opowiadała mi jak to tam było i szczerze to się cieszę że tam nie zostałam, zaczęłyśmy się w końcu śmiać że wykupimy sobie zastrzyki za 60 tysięcy no bo co to dla nas taka sumka przecież na studia za 375 zł miesięcznie nas stać, od razu zapowiedziałam że jak wygram lotka to sobie takie zastrzyki sprawię a co się będę, gorzej jak nic nie pomogą to pieniądze w błoto a mogło być jakieś ładne autko, nie no śmieję się teraz, a tak na poważnie bardzo dużo mi dała rozmowa z nią, cieszę się, że znów nie jestem z tym sama, tylko zawsze będę mogła się do niej zwrócić, bo ona przechodziła to co ja więc rozumiemy się wzajemnie :)

No więc kochani pamiętajcie po raz kolejny żeby się otworzyć na ludzi może wśród was też jest ktoś kto cierpi i potrzebuje wsparcia bo mu ciężko i nie wie co robić, dobrze jest mieć osobę która zrozumie przez co przechodzimy i zawsze coś podpowie :)
buziaczki i do następnej notki :*

1 komentarz:

  1. Operacja na otwartym sercu, powiadasz :D? Przynajmniej wszystko widać jak na dłoni...

    OdpowiedzUsuń