środa, 5 grudnia 2012

Opinia o samej sobie

Hej kochani!
W sumie sama nie wiem od czego zacząć, więc najlepiej zacznę od początku :D
Odkąd pamiętam zawsze byłam inna, ludzie mówili nawet, że dziwna i niechętnie spędzali ze mną czas, ale czasem była chociaż jedna osoba która niestety prędzej czy później również odchodziła, nigdy nie wiedziałam co odstrasza ode mnie ludzi, może moja dostadna szczerość? tak sobie to wszystko tłumaczyłam płacząc całymi dniami w domu i słuchając dołujących piosenek.
Kiedyś byłam osobą dosyć zamkniętą i chyba sama nie dopuszczałam do siebie ludzi...
Jak dowiedziałam się o łuszczycy było jeszcze gorzej, nie chciałam się z nikim spotykać bo zobaczą, będą gadać, będą się brzydzić... Miałam jedną "życzliwą" osobę, która wpadła na genialny pomysł któregoś lata, kiedy znów płakałam, nie chciałam wyjść z domu "bo widać mi plamy".
Pewnie ciekawi was na jaki pomysł wpadła? ha! nic wymyślnego :D
po prostu zaczęła mi zakrywać plamy na plecach zwykłym podkładem, a ja? ja czułam się dziwnie, strasznie brzydziłam się siebie samej dotnąć a ona niczego się nie brzydziła i gołą ręką wsmarowywała podkład...
Już wtedy powoli zaczęłam się z tym wszystkim oswajać chociaż dalej często płakałam i obwiniałam łuszczycę o brak znajomych.
Moje myślenie o łuszczycy tak naprawdę zaczęło się całkowicie zmieniać po dosyć przykrej sytuacji, a mianowicie, był to koniec gimnazjum, byłam dumna bo miałam przystojnego faceta, kilka koleżanek, stawałam się pewniejsza siebie aż do czasu... kiedyś mój uwczesny luby zauwałył jedną z większych plam na łydce, oczywiście spytał co to? odpowiedziałam uczulenie...bałam się jego reakcji i jak się później okazało miałam powody... a dlaczego? już wyjaśniam, pewnego pięknego dnia poszliśmy sobie pić, a ja zawsze miałam  "słabą głowę" więc szybko włączył mi się humorek do zwierzeń, przyznałam mu się że to łuszczyca a nie uczulenie i że głupio mi że go okłamałam, nic nie odpowiedział jakby udał że nie słyszy kilka dni później zakończył nasz związek i wyzywał mnie od brudasów itp. itd. Powiedziałam sobie wtedy dość!
Nie chciałam dłużej ukrywać się przed światem, było mi ciężko się przełamać ale w końcu krok po kroku zaczęłam się otwierać, od tamtej pory gdy ktoś mnie zapytał co mi jest jeszcze z wahaniem ale odpowiadałam że to łuszczyca ale już nie bałam się, już miałam gdzieś reakcję ludzi, nie zależało mi na nich, po co mi fałszywi "przyjaciele" przecież prawdziwym nie będzie to przeszkadzać.
Mega zdziwiona byłam, bo większość ludzi naprawdę nie reagowała źle, byli ciekawi czy to zaraźliwe od czego "to się robi" itd.
Mam wrażenie że kiedy ludzie zobaczyli że zaczynam się zmieniać i nie jestem już taka zamknięta zaczęli mnie lepiej traktować, już miałam więcej znajomych częściej wychodziłam z domu, moje czarne ubrania zaczęły znikać a na ich miejsce pojawiło się troszkę kolorów.
A jak doszło do tego że jestem taka jak teraz? Czyli szczęśliwa i odważna?
Tu się rodzi miłosna historia :D
W drugiej klasie liceum zaczęłam, jak już wcześniej pisałam częściej wychodzić z domu,
często spotykałam się w takim samym gronie czyli: ja koleżanka i dwóch kolegów co jakiś czas dołączał brat jednego z nich, ojj podobał mi się niesamowicie, ale wtedy twierdziłam że nikogo nie szukam niech mnie miłość sama znajdzie, no i znalazła :D
Tak się sprawy potoczyły że zaczęłam się z lubym spotykać sam na sam, ale byłam wtedy szczęśliwa :D
Jednak bałam się, że jak się dowie o łuszczycy to ucieknie jak inni, jednak miło mnie zaskoczył.
Co prawda jak mi później mówił to na początku w ogóle nie wiedział czym jest łuszczyca ale nie chciał nic o niej czytać, mówił: jesteś jaka jesteś i taką będę ciebie kochał, nie chciało mi się w to początkowo wierzyć, mówiłam sobie poczekamy zobaczymy...
No i jednak się myliłam naprawdę mu to nie przeszkadza a wręcz mówi że dzięki temu kocha mnie jeszcze bardziej (pewnie żeby mnie pocieszyć ale i tak to miłe :D )
Dzięki niemu całkowicie przestałam się przejmować tą łuszczycą, już się nie ukrywam z nią, na lato chodzę w bluzkach na ramiączkach, nawet jeżdżę na basen i nie przejmuję się ludźmi (jeśli chodzi o łuszczycę oczywiście, bo mam też problem z rostępami do których jeszcze nie potrafię przywyknąć ale kiedyś dam radę :P )

Podsumowując, kluczem do sukcesu w tym przypadku jest nieprzejmować się opinią zawistnych ludzi i mieć kogoś bliskiego kto da nam oparcie w ciężkich chwilach :)
Więc kochani walczcie ze swoją psychiką, nie pozwólcie by wami zawładnęła, my również mamy prawo do szczęścia tak jak zdrowi ludzie!

4 komentarze:

  1. Najlepszym lekiem dla człowieka jest drugi człowiek :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestes wielka :) !!! Natknęłam się przypadkiem na Twój blog :) Kochana ja mam męża który kocha mnie taką jaka jestem a ja samej siebie nie potrafię zaakceptować :/ rok temu dowiedziałam się że mam łuszczyce i nie potrafię się jeszcze otwarcie przyznawać co mi jest :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w końcu ją zaakceptujesz mi też to zajęło troszkę czasu :) trzymam kciuki !

      Usuń