środa, 19 grudnia 2012

Nasilenia


Witajcie kochani,
jak widać po tytule notki dziś chcę wam napisać co nie co o nasileniach łuszczycy, bo nie zawsze było tak że pojawiała się na moim ciele, często znikała lub się zmniejszała by później powrócić raz mniej inwazyjnie raz zajmując całe ciało.
Początkowo plamy nie opuszczały mnie na krok pojawiało się ich coraz więcej i więcej nie było to miłe... Było tak przez kilka lat dopóki nie trafiłam na wspomnianą już w którejś notce maść dermovate, to dzięki niej moja walka miała sens i było widać efekty, plam było coraz mniej ale nie zawsze, najczęściej wiosną i zimą można było zauważyć większe "ataki" w szczególności zimą, kiedy powietrze mega suche wszystko podrażnia, a ja nie należę do osób lubiących się "natłuszczać" nienawidzę używać tych wszystkich balsamów kremów i innych duperelów do ciała, nie chce mi się zawsze czekać aż to się wchłonie żebym mogła się ubrać, nie lubię tego uczucia "powłoki" na ciele, oczywiście i tak nie miałam wyboru kiedy całe ciało było w jednej wielkiej plamie to chcąc nie chcąc musiałam się smarować, tylko zawsze robiłam to na noc i jakoś to "przebolewałam".
Następnym czynnikiem powodującym nasilenie jaki dało się u mnie zauważyć to stres, zawsze kiedy się bardziej denerwowałam przybywało plam, lekarze mówili mi o tym żebym starała się nie stresować no ale jakoś nie potrafiłam nad tym zapanować, całe gimnazjum i liceum to był jeden wielki STRES nienawidziłam tych szkół, każdy dzień w nich to była katorga, robiłam wszystko żeby być w nich jak najrzadziej a udawało mi się to całkiem dobrze, od zawsze miałam słabą odporność więc często chorowałam co pozwalało mi uciec od "problemu" szkoły, a jak byłam zdrowa to symulowałam chorobę aż w końcu przez wmawianie sobie, że jestem chora, chorowałam naprawdę :D w liceum do tego zaczęły dochodzić wagary i jakoś tak szło a jak już się pojawiałam w szkole to wszystko mnie irytowało, w szczególności ludzie, drażnili mnie nawet tym, że są obok mnie, fałszywi, dwulicowi, zakłamani koledzy/koleżanki robiło mi się od tego wszystkiego niedobrze, aż nadszedł ten piękny dzień a mianowicie zakończenie roku szkolnego w 3 liceum och jakże byłam szczęśliwa, że wreszcie skończy się ta katorga, że nie będę musiała oglądać tych fałszywych twarzy... liceum skończyłam w 2011 roku i od tamtej pory ku mojemu zdziwieniu plam było coraz mniej aż do teraz a teraz jak jest? teraz jest super, praktycznie nie mam żadnych plam, jedynie co to skóra głowy cały czas daje mi się we znaki, czasem pojawiają się też małe plamki na brwiach które szybko traktuję maścią i mam spokój ale nie mogę sobie poradzić z plamami w jednym miejscu a mianowicie w miejscu kolan ale z drugiej strony nóg (haha nigdy nie wiem jak określić ten obszar)  doskwiera mi szczególnie zimą, przez mróz zaczyna swędzieć a nawet boleć a jak raz podrapię to drapię aż do ran, maść nie pomaga zbytnio, bo jednak jest to miejsce w którym cały czas skóra "pracuje" jeśli się chodzi, bo leżąc tego się nie odczuwa :P
Małe nasilenia były też zauważane po imprezach kiedy w moim ciele pływało dużo alkoholu a także przy zbyt dużej ilości czekolady ale to nie było trudno ograniczyć, gorzej było z tym stresem ale jak widać i z tym sobie poradziłam kiedy skończyłam niechcianą naukę w liceum, jak już kiedyś pisałam jestem na studiach i poszłam na nie z własnej woli i nie mam takich problemów, jest mi tam dobrze, mam fajnych ludzi, czuję się swobodnie, nikt na mnie źle nie patrzy i plamy się nie pojawiają, nawet teraz kiedy jest zima, tylko te nieszczęsne zgięcia kolan(?) ale da się to wytrzymać :)

Także trzeba się wyluzować mieć wszystko gdzieś i się nie stresować chociaż wcale to łatwe nie jest w szczególności w teraźniejszych czasach, ale może pora wspomóc się muzyką reggae? :D
Jeśli macie jakieś doświadczenia z nasileniami podzielcie się nimi ze mną w komentarzach lub na poplamionecialo@tlen.pl

PS. jako że za kilka dni święta i pewnie żadnej notki w ten czas nie napiszę, chcę wam życzyć dużo szczęścia ZERO stresów i remisji chorób tak by żyło się milej i lżej :) buziaczki kochani :*

wtorek, 11 grudnia 2012

Otwartość


Witajcie biedroneczki :)
Dziś chciałam powrócić do tematu otwartości z poprzedniej notki ponieważ to ona dała mi największą siłę już wyjaśniam dlaczego :)
Odkąd dowiedziałam się, że moje ciało zdobią plamy łuszczycy byłam przekonana, że to dotknęło tylko mnie, nikt na pewno na to nie cierpi tylko ja jak zwykle mam jakiegoś pecha, zastanawiałam się dlaczego mnie to spotkało, za jakie grzechy itd. jak to często bywa miałam przeogromne wyrzuty sumienia i pretensje do całego świata, każdy kto był potencjalnie zdrowy stawał się moim wrogiem, bo nie mogłam znieść tego, że ja cierpię a on/ona nie, bo przecież to takie niesprawiedliwe, kolejna choroba u tak młodej dziewczyny, życie robi mi na pewno na złość uwielbia patrzeć jak się męczę. Miałam wtedy wiele czarnych, negatywnych myśli, bardzo dużo czytałam o śmierci i samobójstwach, tak, miałam myśli samobójcze, codziennie płakałam, po prostu nienawidziłam swojego ciała, nie chciałam go, po co mi było ciało które sprawiało mi ból i cierpienie, chciałam umrzeć, ale nigdy tego nie pokazywałam, trzymałam to bardzo głęboko w sobie, przy ludziach starałam się być "radosna" nie chciałam współczucia bo i tak by nie pomogło...
Wszystko zaczęło się zmieniać kiedy zaczęłam się otwierać, jak już pisałam w poprzedniej notce, nie bałam się już o tym mówić, ludzi ciekawiła ta choroba, było mi lżej chociaż jednak jeszcze czegoś mi brakowało, zaczęłam rozmawiać o tym prawie z każdym, chciałam żeby ludzie wiedzieli że nie muszą się niczego bać i że to może dotknąć każdego i powiedzieć muszę szczerze że te rozmowy się bardzo przydały, podczas kilku z nich okazało się że osoba z którą rozmawiam też ma gdzieś jakieś plamy ale nie wiedziała co to, nie szła do lekarza, albo wiedziała ale nic nie pomagało, wtedy zaczęłam się czuć coraz lepiej, zaczęłam zauważać że jest więcej takich osób, może nie takich jak ja bo nie mają całego ciała "zaatakowanego" ale jednak znają ten problem, trochę nawet się cieszyłam że tyle wycierpiałam bo mogłam im coś podpowiedzieć, powiedzieć jakie maści czy szampony są dobre, co pomaga co szkodzi, widziałam wtedy ulgę w ich oczach, żałowałam tylko że przy mnie nikt się taki nie znalazł kiedy mi się świat zawalił...
Teraz kiedy jestem na studiach odnalazłam "bratnią duszę" dziewczyna ma 22 lata a od 13 roku walczy z łuszczycą czyli podobnie do mnie mam 20 a od 12 roku toczyłam bitwy i chyba wygrywam wojnę ale o tym nie teraz :) Ta dziewczyna nawet moja imienniczka również tak jak ja miała wysypane całe ciało, była w tej samej klinice wrocławskiej w której chcieli mnie zatrzymać, opowiadała mi jak to tam było i szczerze to się cieszę że tam nie zostałam, zaczęłyśmy się w końcu śmiać że wykupimy sobie zastrzyki za 60 tysięcy no bo co to dla nas taka sumka przecież na studia za 375 zł miesięcznie nas stać, od razu zapowiedziałam że jak wygram lotka to sobie takie zastrzyki sprawię a co się będę, gorzej jak nic nie pomogą to pieniądze w błoto a mogło być jakieś ładne autko, nie no śmieję się teraz, a tak na poważnie bardzo dużo mi dała rozmowa z nią, cieszę się, że znów nie jestem z tym sama, tylko zawsze będę mogła się do niej zwrócić, bo ona przechodziła to co ja więc rozumiemy się wzajemnie :)

No więc kochani pamiętajcie po raz kolejny żeby się otworzyć na ludzi może wśród was też jest ktoś kto cierpi i potrzebuje wsparcia bo mu ciężko i nie wie co robić, dobrze jest mieć osobę która zrozumie przez co przechodzimy i zawsze coś podpowie :)
buziaczki i do następnej notki :*

środa, 5 grudnia 2012

Opinia o samej sobie

Hej kochani!
W sumie sama nie wiem od czego zacząć, więc najlepiej zacznę od początku :D
Odkąd pamiętam zawsze byłam inna, ludzie mówili nawet, że dziwna i niechętnie spędzali ze mną czas, ale czasem była chociaż jedna osoba która niestety prędzej czy później również odchodziła, nigdy nie wiedziałam co odstrasza ode mnie ludzi, może moja dostadna szczerość? tak sobie to wszystko tłumaczyłam płacząc całymi dniami w domu i słuchając dołujących piosenek.
Kiedyś byłam osobą dosyć zamkniętą i chyba sama nie dopuszczałam do siebie ludzi...
Jak dowiedziałam się o łuszczycy było jeszcze gorzej, nie chciałam się z nikim spotykać bo zobaczą, będą gadać, będą się brzydzić... Miałam jedną "życzliwą" osobę, która wpadła na genialny pomysł któregoś lata, kiedy znów płakałam, nie chciałam wyjść z domu "bo widać mi plamy".
Pewnie ciekawi was na jaki pomysł wpadła? ha! nic wymyślnego :D
po prostu zaczęła mi zakrywać plamy na plecach zwykłym podkładem, a ja? ja czułam się dziwnie, strasznie brzydziłam się siebie samej dotnąć a ona niczego się nie brzydziła i gołą ręką wsmarowywała podkład...
Już wtedy powoli zaczęłam się z tym wszystkim oswajać chociaż dalej często płakałam i obwiniałam łuszczycę o brak znajomych.
Moje myślenie o łuszczycy tak naprawdę zaczęło się całkowicie zmieniać po dosyć przykrej sytuacji, a mianowicie, był to koniec gimnazjum, byłam dumna bo miałam przystojnego faceta, kilka koleżanek, stawałam się pewniejsza siebie aż do czasu... kiedyś mój uwczesny luby zauwałył jedną z większych plam na łydce, oczywiście spytał co to? odpowiedziałam uczulenie...bałam się jego reakcji i jak się później okazało miałam powody... a dlaczego? już wyjaśniam, pewnego pięknego dnia poszliśmy sobie pić, a ja zawsze miałam  "słabą głowę" więc szybko włączył mi się humorek do zwierzeń, przyznałam mu się że to łuszczyca a nie uczulenie i że głupio mi że go okłamałam, nic nie odpowiedział jakby udał że nie słyszy kilka dni później zakończył nasz związek i wyzywał mnie od brudasów itp. itd. Powiedziałam sobie wtedy dość!
Nie chciałam dłużej ukrywać się przed światem, było mi ciężko się przełamać ale w końcu krok po kroku zaczęłam się otwierać, od tamtej pory gdy ktoś mnie zapytał co mi jest jeszcze z wahaniem ale odpowiadałam że to łuszczyca ale już nie bałam się, już miałam gdzieś reakcję ludzi, nie zależało mi na nich, po co mi fałszywi "przyjaciele" przecież prawdziwym nie będzie to przeszkadzać.
Mega zdziwiona byłam, bo większość ludzi naprawdę nie reagowała źle, byli ciekawi czy to zaraźliwe od czego "to się robi" itd.
Mam wrażenie że kiedy ludzie zobaczyli że zaczynam się zmieniać i nie jestem już taka zamknięta zaczęli mnie lepiej traktować, już miałam więcej znajomych częściej wychodziłam z domu, moje czarne ubrania zaczęły znikać a na ich miejsce pojawiło się troszkę kolorów.
A jak doszło do tego że jestem taka jak teraz? Czyli szczęśliwa i odważna?
Tu się rodzi miłosna historia :D
W drugiej klasie liceum zaczęłam, jak już wcześniej pisałam częściej wychodzić z domu,
często spotykałam się w takim samym gronie czyli: ja koleżanka i dwóch kolegów co jakiś czas dołączał brat jednego z nich, ojj podobał mi się niesamowicie, ale wtedy twierdziłam że nikogo nie szukam niech mnie miłość sama znajdzie, no i znalazła :D
Tak się sprawy potoczyły że zaczęłam się z lubym spotykać sam na sam, ale byłam wtedy szczęśliwa :D
Jednak bałam się, że jak się dowie o łuszczycy to ucieknie jak inni, jednak miło mnie zaskoczył.
Co prawda jak mi później mówił to na początku w ogóle nie wiedział czym jest łuszczyca ale nie chciał nic o niej czytać, mówił: jesteś jaka jesteś i taką będę ciebie kochał, nie chciało mi się w to początkowo wierzyć, mówiłam sobie poczekamy zobaczymy...
No i jednak się myliłam naprawdę mu to nie przeszkadza a wręcz mówi że dzięki temu kocha mnie jeszcze bardziej (pewnie żeby mnie pocieszyć ale i tak to miłe :D )
Dzięki niemu całkowicie przestałam się przejmować tą łuszczycą, już się nie ukrywam z nią, na lato chodzę w bluzkach na ramiączkach, nawet jeżdżę na basen i nie przejmuję się ludźmi (jeśli chodzi o łuszczycę oczywiście, bo mam też problem z rostępami do których jeszcze nie potrafię przywyknąć ale kiedyś dam radę :P )

Podsumowując, kluczem do sukcesu w tym przypadku jest nieprzejmować się opinią zawistnych ludzi i mieć kogoś bliskiego kto da nam oparcie w ciężkich chwilach :)
Więc kochani walczcie ze swoją psychiką, nie pozwólcie by wami zawładnęła, my również mamy prawo do szczęścia tak jak zdrowi ludzie!

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Biedroneczki są w kropeczki- łuszczyca


Łuszczyca (psoriasis)- choroba skóry, która charakteryzuje się występowaniem na skórze łuszczących się plam (kropek).
Choroba ta należy do najczęściej występujących schorzeń dermatologicznych dotyka 2-4% ludzi .
Ale tak na prawdę można stwierdzić że ma ją każdy tylko nie u każdego się uaktywnia.
NIE JEST ZARAŹLIWA! dlaczego dużymi? ponieważ wiele osób ucieka od osób dotkniętych tą chorobą w strachu przed zarażeniem.
Czym może być spowodowana? tak naprawdę wszystkim najczęściej:
-infekcje bakteryjne np. częsta angina ropna
-niewyleczone ogniska zapalne
-infekcje wirusowe u dzieci -ospa, różyczka, odra; u dorosłych- półpasiec
-zadrapania, rany blizny chirurgiczne, oparzenia
-długi ucisk np. paska od zegarka, za ciasnymi ubraniami
-alkohol
-papierosy
-stres
A jak to się zaczęło u mnie? hmm dokładnie nie pamiętam kiedy zaczęły mi się pojawiać pierwsze kropki,
myślę, że było to w 6 klasie podstawówki, ponieważ pamiętam jak dziś, moje najgorsze wakacje życia kiedy to pierwszy raz wyskoczyło mi wiele plam na ciele,
były to właśnie wakacje w których skończyłam 6 klasę i szłam do 1 gimnazjum, a dlaczego twierdzę, że to były najgorsze wakacje? już wyjaśniam.
Lato jak to lato wszyscy w krótkich spodenkach, bluzki na ramiączkach a ja? Długie jeansy i golfy lub bluzki z długim rękawem, to było okropne, męczyłam się strasznie, było mi gorąco, niewygodnie, ale nie chciałam pokazać moich plam światu, bałam się, po prostu się bałam...
Wtedy zaczęło się jeżdżenie po lekarzach, od dermatologów w moim mieście po przeróżnych klinikach w tym we Wrocławiu na oddziale chorób wenerycznych o_O
Najpierw wszyscy twierdzili że to atopowe zapalenie skóry, przepisywali maści które nic nie pomagały a ja byłam coraz bardziej załamana, przez powiększającą się liczbę plam.
Załatwiłam zwolnienie z zajęć na basenie a na zwykły w-f przebierałam się w toalecie żeby tylko nikt tego nie zauważył. Było ciężko bo nie każdą plamę dało się zakryć w szczególności, że zaczęły się ze z sobą łączyć,
np. miałam całe plecy po za prawą łopatką i cały brzuch w wielkiej czerwonej, suchej, swędzącej czasem nawet bolącej plamie.
Gdy ktoś już zobaczył gdzieś jakąś plamę mówiłam że to uczuleniowe, nawet mi ludzie w to wierzyli co mnie uspokajało na trochę...
Dopiero po około 2 latach i ponad 50 różnych maściach, wybrałam się do lekarza rodzinnego i tylko mnie zobaczył powiedział "łuszczyca".
Mój świat się wtedy po raz kolejny zawalił, sama byłam kiedyś przekonana że to jest zaraźliwe ponieważ moja mama również takową ma i to pewnie jej wina.
Było to dla mnie dziwne, mama ma tylko na kolanach łokciach i jednym piszczelu i nie zmieniało jej się to przez wiele, wiele lat, kiedy ja byłam w niej dosłownie cała!
Kiedy ludzie zaczęli się o tym dowiadywać stopniowo zaczęli się ode mnie oddalać bardzo to bolało, miałam depresję, myśli samobójcze, naprawdę chciałam ze sobą skończyć...
Wtedy znów udałam się do dermatologa w moim mieście powiedziałam, że chcę lek który mi naprawdę pomoże bo już nie wytrzymuję, przepisała mi wtedy zbawienną maść.
Maść ta to Dermovate- jest to bardzo sterydowa maść ale jej działanie było cudowne, od razu wszystko schodziło z tym że jedna tubka starczała mi na max dwa smarowania...
Odnalazłam wtedy iskierkę nadziei skóra na ciele była zaleczona nic nie było widać ale skóra głowy dalej była w opłakanym stanie, wtedy lekarz przepisał mi Dermovate w płynie i polecił szampon Polytar AF, który śmierdzi przeokropnie i to przez kilka dni na głowie, ale nie przejmowałam się tym już bo widziałam mega poprawę.
Teraz po tych 8 latach przywykłam już do tego i nie boję się już tych plamek i kropek, które od razu leczę gdy tylko zaczynają się pojawiać.

Jestem bardzo ciekawa czy jest tutaj ktoś kto również ma taką odmianę łuszczycy i chciałby się podzielić ze mną swoją wiedzą, życia ludzkiej biedronki :D
W następnej notce chcę wam opisać życie codzienne z tą chorobą i jak udało mi się do niej przyzwyczaić :)
Zatem do napisania kochani! :*










piątek, 23 listopada 2012

Przygoda z astmą


Witajcie kochani!
Chcę wam dziś opowiedzieć o tym jak zaczęła się moja "przygoda" z astmą.
Zaczęło się dosyć niewinnie, ponieważ nic nie przepowiadało tego że zachoruję na dosyć poważną chorobę.
Od zawsze kochałam zwierzęta i miałam ich mnóstwo, przez mój dom przewinęło się już kilkadziesiąt jak nie ponad setkę gryzoni i ryb,
miałam również 3 psy (oczywiście jeden po drugim) obecnie tym trzecim jest mój piękny bokser Tiger, no ale nie o tym chciałam :P
Moja sąsiadka od dłuższego czasu miała papugi bardzo mnie interesowały te ptaki, pięknie ubarwione, śpiewające więc zamarzyły się i mi
po wielu prośbach i błaganiach w końcu się udało sąsiadce wykluły się małe więc wiele nie myśląc skombinowałam klatkę i zamieszkały u mnie dwie papugi
jak się później okazało nie na długo,ponieważ zaczęły mnie przeokropnie uczulać, zaczęłam częściej chorować (ogólnie zawsze byłam chorowita)
w końcu postanowiliśmy oddać moje ptaszyska niestety i to nie pomogło w zahamowaniu chorób,
w końcu w wieku 8 lat zachorowałam poważnie na zapalenie płuc, oczywiście wylądowałam w szpitalu (do teraz mam uraz)
nienawidziłam tych wszystkich lekarstw podawanych przez wenflon, uczucie wlewającego się zimnego płynu do żył nigdy nie było przyjemne (aż teraz zaczęły mnie wszystkie boleć :D)
Przesiedziałam w tym szpitalu miesiąc, zostałam wypisana ze stanem DOBRYM! ale coś ten stan nie był zbyt dobry skoro kilka dni później zaczęłam się tak dusić że aż traciłam przytomność
na całe szczęście zawsze obok była mama i chociaż była mega przerażona to starała się mnie uspokoić żebym mogła złapać oddech,
udałyśmy się jak najszybciej do lekarza rodzinnego po skierowanie do alergologa, gdzie jak mnie zobaczyła pani doktor to była przerażona i zarazem zła jak można dziecko w takim stanie wypisać do domu,
no ale od razu zaczęły się badania spirometria itd. żałuję że nie wiem gdzie są wyniki badań z chęcią bym się nimi podzieliła- moje płuca były sprawne może w 20% :o
jak się później okazało wspomniane przeze mnie papugi przyczyniły się do uaktywnienia mojej choroby,
nawet nie zdawałam sobie wtedy sprawy jak bardzo byłam uczulona na niektóre zwierzęta, a jak kazano mi pozbyć się ich byłam załamana, na całe szczęście pozwolili mi zostawić psa...
Zrobiliśmy testy alergiczne które wykazały ze najbardziej jestem uczulona na trawę, brzozę, żyto, pierze i kurz (witajcie papugi :p)
Nie pamiętam już nawet nazw moich pierwszych inhalatorów wiem tylko że nie miałam ich długo, później dostałam Pulmicort i Foradil (pulmicort mam do teraz a zamiast Foradilu-Oxodil później Oxis :) )
zastosowaliśmy również szczepionki odczulające, nienawidziłam tego, te jeżdżenia autobusami do lekarza, kłucia ręki, to jak mi puchła, była gorąca, ratowały mnie wtedy tabletki zyrtec,
niestety nie dokończyłam tej kuracji ale o tym w następnej notce.
Moja odporność była mega osłabiona, tydzień chodziłam do szkoły, dwa tygodnie byłam chora i było tak aż do liceum (mam 20 lat)
Wiosna i lato powinny być najlepszym okresem w dzieciństwie dla mnie niestety były udręką, wtedy wszystko zaczyna kwitnąć więc i moja alergia dawała się we znaki,
kiedy wszyscy bawili się w rzucanie skoszoną trawą ja trzymałam się z dala od niej, zazdrościłam tym wszystkim dzieciakom że sobie biegają po łąkach i nic im nie jest a mi po kilku metrach już brakowało tchu
moja kondycja słabła z roku na rok, zaczęłam się poddawać nie chciałam się męczyć i pokazywać ludziom z klasy jak się podduszam dlatego najpierw miałam zwolnienie z ćwiczeń wysiłkowych a w 3 liceum już całkowicie z w-fu
Tak było wtedy łatwiej, teraz z perspektywy czasu żałuję że tak postąpiłam, przecież wielu sportowców ma astmę i daje radę a ja się poddałam, a że inhalatory mocno sterydowe moja waga szybko szła w górę,
jeszcze jak coś tam ćwiczyłam nie było źle gimnazjum skończyłam z wagą 49 kg, obecnie ważę 70kg czyli mam 20kg nadwagi co niestety nie nastraja pozytywnie.
Kiedy już się czułam fajnie tak że moje płuca były już sprawne w prawie 100% odpuściłam sobie inhalatory i było wszystko ok ale również do czasu, ponieważ głupia zaczęłam popalać,
na początku nie było tego dużo, kilka razy w miesiącu jak szło się na tzw. "melanże" do piweczka fajeczka idealnie mi pasowała, no i zaczęły się znów problemy,
teraz staram się ograniczyć a później rzucić całkowicie palenie muszę powiedzieć że nawet mi to idzie, ale chciałabym żebyście potrzymali za mnie kciuki za wytrwałość, może tutaj się nie poddam :/
Obecnie nie mogę biegać, przebiegnę kilka metrów i umieram, jeśli nie wezmę inhalatorów źle mi się oddycha w szczególności w nocy, nie raz się już podduszałam, dlatego powiedziałam dość papierosom...



Jestem bardzo ciekawa jak zaczęła się wasza historia z tą chorobą, a może macie jakieś koleżanki, kolegów którzy zmagają się z astmą ?
Chętnie o tym poczytam jeśli nie chcecie pisać o tym w komentarzach napiszcie na e-mail poplamionecialo@tlen.pl


Do napisania kochani :)

czwartek, 22 listopada 2012

Powitanie :)


Witam wszystkich bardzo cieplutko :)

Chciałabym zacząć pisanie bloga od krótkiego przedstawienia się, więc:
mam na imię Ania i jestem dwudziestoletnią studentką zarządzania a także zwierzomaniaczką,
od niedawna można powiedzieć że pasjonuje mnie fotografia, chociaż niestety rzadko sięgam po aparat :(
Chciałabym opisać na tym blogu moje zmagania się z "psoriasis" czyli łuszczycą, a także astmą oskrzelową na tle alergicznym.
Wiem, że jest wiele osób których te problemy dotykają dlatego postanowiłam co nie co o tym napisać a może komuś przydadzą się jakieś moje informacje :)
Mam nadzieję, że ja pomogę komuś z was a może i wy macie jakieś swoje sposoby na walkę z tymi chorobami i pomożecie mi :)

A więc do "napisania" kochani :)